Ciepłe dni.
Chwilę mnie tu nie było. Byłam mentalnie blisko spisania rożnych różności, które ostatnio się dzieją, łapałam się za myśli i układałam akapity, ale przelanie tego na wirtualny papier gdzieś umknęło.
Wyszłam właśnie na mentolowego papierosa w ten ciepły wieczór, obok pod kebabem stała pani z małym romskim chłopczykiem, który trzymał czarnego psa. Po chwili ze sklepu wyłonił się właściciel, który wziął do ręki smycz i powiedział chłopcu, że za pilnowanie czworonoga kupi mu loda.To taki miły gest! Chłopczyk i jego mama byli zaskoczeni, so do aj.
Mieszkam teraz połowę życia w społeczeństwie, gdzie romska populacja jest liczna i jestem bardzo ciekawa ich kultury.
Tu nasuwa się wspomnienie. Kiedyś, na jesieni chyba, mój wspaniały mężczyzna zabrał mnie na wycieczkę do Brna. Zarezerwował apartament i pojechaliśmy tam złombolową skodą. Okazało się, że jesteśmy w romskiej dzielnicy, gdzie była "Roma Gym" i mnóstwo różnych miejsc, włączając w to Muzeum Romów. Zaciekawiło mnie to ogromnie, więc ostatniego dnia wybraliśmy się tam na zwiedzanie, po zdaniu kluczy do apartamentu. Spędziliśmy tam 2,5 godziny, a to może była połowa z tego, co w tym nowoczesnym i multimedialnym miejscu można było zobaczyć! Byliśmy pod wielkim wrażeniem. Czesi stawiają na ten element historii, że Cyganie wywodzą się z Indii, szczegółowo zagłębiali się w ich kulturę i tradycję, która jest piękna!
Dodatkowo mogliśmy podziwiać wystawę artystki, która zauroczyła się wielkimi, czarnymi oczami - - Míla Doleželová. Oto kilka jej prac, ja kupiłam sobie na pamiątkę pocztówki z reprodukcjami:
Oto strona muzeum:
http://www.rommuz.cz/
https://www.facebook.com/muzeum.romske.kultury
Na dole mieści się też centrum aktywizacji i warsztatów dla społeczności. Z ciekawostek zauważyliśmy też, że w Czechach mówią po czesku, co jest zupełnie inne niż u nas, w Polsce.
Wracając do "mojego" miasta - duża grupa Romów jest wyznania Wieloświątkowego i po każdej mszy spotykają się w restauracji, którą wspominałam w poprzednich postach, gdyż gościła w niej Magda Gessler, a teraz straszy szyldem i reputacją z powodu złego jedzenia i klimatu. Znajduje się ona jednak obok świątymi, zatem tam odbywa się kontynuacja spotkań mniejszości narodowych i ja, mały i żądny przygód i wrażeń postmodernistyczny kolekcjoner wrażeń zamierzam się tam udać na herbatę, posłuchać, popatrzeć ... poczuć coś nowego. Zrozumieć.
Z innych rzeczy z cyklu ciepłych dni wspomnę tylko, że otworzono kultową lodziarnię na Kościelnej, są tam długie kolejki i muszę się tam w jakąś środę wybrać - środa jest na loda. Oprócz tego był dziś cyrk, a piszę o tym w czasie przeszłym, gdyż z powodu bycia trochę za późno nie udało nam się dostać biletów. Cyrk był, jak rodzice musieli powiedzieć dzieciom czekającym w kolejce, że nie wejdą do środka... ;) Ja też byłam zawiedziona, bo miał być szczur na spadochronie.
Poszliśmy zatem na spacer po osiedlu, odwiedziliśmy znajomych prowadzących pizzerię, a teraz odkładam na bok obowiązki i tworzę ten wpis. Wpis o pięknie rzeczywistości, którą trzeba czasem pogłaskać, uśmiechnąć się do niej i przymrużyć oko. Wielkie i czarne też!





Komentarze
Prześlij komentarz